Aktualności

11.06.2019

Uroczyste obchody 76. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej

Przed tablicą, umieszczoną w 2013 roku przy bramie wejściowej na Stary Cmentarz, upamiętniającą ofiary ludobójstwa dokonanego w latach 1943-1947 przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności Kresów Południowo-Wschodnich, odbyła się miejska uroczystość upamiętniająca tragiczne dla narodu wydarzenia.

Przytaczamy dla Państwa fragment przemówienia wygłoszonego przez wiceprezesa Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich – Artura Dobruckiego:

„Spotykamy się dziś, w czerwcowy dzień, sięgając myślą do 11 lipca, jako symbolicznej daty w której usiłujemy pomieścić myślą wszystkie dramatyczne wydarzenia, które zaowocowały zbrodnią ludobójstwa dokonanego na około 200 tysiącach Polaków i obywatelach Rzeczpospolitej innych narodowości, na południowo-wschodnich obszarach II RP, w latach 1939 - 1947. Zbrodni tej dokonali nasi dotychczasowi współobywatele narodowości ukraińskiej, ogarnięci utopijną  wizją zbudowania swojego czystego narodowościowo państwa, zgodnie ze zbrodniczą ideologią Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, realizowaną krwawo przez wiele formacji, głównie jednak przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii częstokroć wspomagane przez ludność cywilną.

Zanim w dniu 11 lipca 1943 nastała kulminacja zbrodni, zanim w świąteczny niedzielny dzień, w stu miejscowościach ziemi wołyńskiej rozpoczęły się mordy na Polakach, często zgromadzonych w kościołach, bezbronnych w dzień święty, mniejszość polska żyła w silnym przeczuciu nadchodzących, a stanowiących kres ich życia wydarzeń. Wiele osób przerażonych okrucieństwem mordów porzucało swoje wiejskie domostwa i szukało schronienia w świętych murach.

W podobny do dzisiejszego dzień, 7 czerwca 1943 roku, pewien zakonnik, ogrodnik i kucharz, brat Cyprian z zakonu karmelitów bosych w Wiśniowcu na Wołyniu, napisał list do przeora tego zakonu: <<Uchodźcy wszyscy uciekają do Wiśniowca, gdzie w klasztorze żyją w opłakanych warunkach, cierpią straszną nędzę. Aż serce się kraje na widok tej nędzy i opowiadań o jej przeżyciach. Co rano przychodzą wieści: tam zabito, tam zrabowano, tam znów spalono dom z ludźmi. I tak dzień po dniu upływa w męce i naprężeniu nerwów, bo nie ma wątpliwości, że gdy załoga niemiecka opuści Wiśniowiec - Zamek, to pierwszej nocy wszyscy Polacy będą wymordowani. Kto może więc uchodzi do Generalnego Gubernatorstwa. Bo te hajdamaki się zaklinają, że ani jedna noga polska nie powinna zostać na Wołyniu…>>”.


Bernadeta Korczewska
(Aktualizacja: 11.06.2019 16:00)
Galeria zdjęć
Fot. Aleksandra Toczek-Borysiuk
Partnerzy